MOJE SPOTKANIA Z KUBĄ

Pod koniec lat 70-tych uczelnie polskie, w tym Uniwersytet Slaski otrzymaly od rzadu Republiki Kuby propozycje przyjecia na staz naukowy zainteresowanych pracownikow i studentow roznych specjalnosci. Na oferte Uniwersytetu w Hawanie odpowiedzieli pracownicy naszego Uniwersytetu: dr Piotr Modrzejewski /zmarly w lipcu ub. roku/ z Wydzialu Nauk o Ziemi, a z Wydzialu Biologii i Ochrony Srodowiska: dr Elzbieta Glowacka, zoolog oraz nizej podpisany, reprezentujacy botanike. Kazde z nas wiazalo z tym wyjazdem swe naukowe plany: zebranie materialow badawczych i - oczywiscie - poznanie kraju, lezacego w zupelnie innej niz Europa strefie klimatu subtropikalnego, a ponadto kraju, ktory pod wodza "Commandante el Jefe" budowal niby podobny do naszego owczesnego a jednakze bardzo egzotyczny realny socjalizm. Dr Piotr Modrzejewski spedzil na Kubie rok 1981. Dr E. Glowacka spedzila na Kubie rok akademicki 1981/82, ja natomiast, procz pobytu od polowy listopada 1981 roku do polowy sierpnia 1982 roku, mialem jeszcze moznosc dwukrotnego odwiedzenia Kuby: w roku 1989 - na 4 miesiace i w roku ubieglym - miesiac. Dzieki temu moglem m. in. porownac zmiany, jakie zaszly w tym kraju w ciagu ostatnich 12 lat.

Na usilne nalegania "Gazety Uniwersyteckiej" spisalem swoje wrazenia - nie tylko naukowe i redakcja ocenila, ze warto to drukowac. Wiec ewentualne pretensje po lekturze prosze kierowac do niej.

Zalesione wzgorza, rozlegle pola uprawne i pastwiska, zbiorniki wodne, a przede wszystkim - rozrzucone pojedynczo lub w skupieniach palmy z pioropuszami pierzastych lisci na szczytach wysokich, szarych klodzin. Taki wylonil sie nam pierwszy obraz Kuby z obnizajacego pulap samolotu Czechoslowackich Linii Lotniczych. Wlasnie palmy - glownie palma krolewska /Roystonea regia/, umieszczona zreszta w herbie Republiki Kuby. Byl to pierwszy znak, ze znalezlismy sie w innym niz Europa i Ameryka Polnocna, neotropikalnym obszarze roslinnym. Minelismy bowiem Zwrotnik Raka, biegnacy zaledwie kilkadziesiat km na polnoc od Hawany. Drugim znakiem tego obszaru byl zar powietrza, ktory buchnal przy wysiadaniu z samolotu. Po skrupulatnej kontroli celnej, ktorej poddane zostaly moje bagaze, powitany zostalem przez urzedniczke dzialu wspolpracy zagranicznej Uniwersytetu, Rose Angulo. Autem uczelni pojechalismy do oddalonego o kilkanascie kilometrow srodmiescia.

Ulokowany zostalem w domu goscinnym Uniwersytetu, w najladniejszej chyba dzielnicy Hawany - Miramar, przecietej przepiekna, 5-ta avenida, arcydzielem sztuki ogrodniczej: z dwoma pasami jezdni i szerokim pasem alei spacerowej posrodku obsadzonej roznymi przedstawicielami dendroflory tropikalnej. Kazdy z nastepujacych po sobie kilkusetmetrowych odcinkow obsadzony czym innym: a to rozne gatunki palm, fikusow, araukarii, kazuaryn, a to rosliny egzotyczne z Afryki, Oceanii, czy Ameryki Srodkowej, kwitnace w roznym czasie a w sumie - przez caly rok. "Moj" dom, parterowy, w stylu amerykanskiego "bungalow" mial kilka pokojow goscinnych, 3 salony z bujajacymi sie fotelami /w jednym z salonow telewizor/ oraz duza kuchnie z wyposazeniem do samodzielnego przygotowywania posilkow i potezna lodowka - niezbedna w tym klimacie. Obok miescil sie ogrodek z kwitnacymi bananowcami, wokol ktorych o swicie uwijaly sie kolibry, wabione wydzielanym przez kwiaty nektarem.

Bylem wowczas docentem. Gospodarze potraktowali mnie jednak jako "estudiante postgraduado", z przyslugujacym bezplatnym zamieszkaniem, wyzywieniem i kieszonkowym, wynoszacym 150 pesetow miesiecznie /rownowaznik sredniej pensji!/. Bardzo podobalo mi sie uproszczenie formalnosci: w stolowce przedstawiono mnie kucharkom, ze od dnia przyjazdu korzystac mam ze sniadan, obiadow i kolacji. To wszystko! Zadnych bloczkow, czy podpisywania list. Legitymowalem sie wyrobionym pozniej, dowodem osobistym dla obcokrajowcow. Podobnie prosta procedura czekala mnie w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu, gdzie mialem odbyc moj staz naukowy przez okres nastepnych 9-ciu miesiecy. Bez zadnych kwitkow korzystalem wowczas ze sniadania /gorace mleko z bulka/, drugiego sniadania zwanego "merienda" /sok owocow tropikalnych, kawalek tortu/ i obiadu /najczesciej zupa z czarnej fasoli lub z grochu, ryz, jarzyny, kawalek miesa czy ryba, do popicia woda schlodzona lodem/; korzystalem tez z przewozu sluzbowego dla pracownikow Ogrodu z roznych dzielnic miasta.

Moj tryb zycia w tygodniu pracy byl dosc meczacy. Codziennie musialem wstawac przed godzina 5-ta rano, by zdazyc na autobus Ogrodu na godzine 615, majacy swoj najblizszy dla mnie punkt zatrzymania w odleglosci 3 kwadransow marszu. Byla wiec jeszcze ciemna noc, rozgwiezdzone niebo z pieknie wtedy widoczna konstelacja Oriona, ulice z rzadka oswietlone, ktorymi - podobnie jak ja - spieszyli ludzie do swoich punktow transportu, czy na przystanki autobusow, by zdazyc do pracy, wszedzie rozpoczynajacej sie o godzinie 7-mej. Nasz zapelniony juz autobus mial jeszcze do pokonania kilkanascie km, najpierw zabudowana czescia dzielnicy Playa, potem przedmiesciami, przez dzielnice Calabazar /tu wschodzilo slonce o godz. 630/, dalej rozlegly Park Lenina i wreszcie Ogrod, w ktorego centrum konczyly swe trasy autobusy, wiozace pracownikow z innych dzielnic Hawany. Praca trwala do 1630 /z poludniowa przerwa na obiad/.

Ogrod Botaniczny Uniwersytetu w Hawanie zalozony zostal dopiero po Rewolucji Kubanskiej - w 1969 roku, w poludniowym krancu miasta, na obszarze 600 ha, w terenie roslinnie urozmaiconym, z zachowanymi fragmentami naturalnej przyrody, tzw. "kubanskiej sawanny" ze starymi palmami, z duzymi przestrzeniami do nasadzen. Ogrod specjalizuje sie we florze tropikalnej; poza dzialem roslinnosci roznych prowincji Kuby, zajmujacym powierzchnie 130 ha, inne ilustruja roslinnosc Afryki, Australii, Azji tropikalnej, Ameryki Poludniowej i Srodkowej. Pod szczegolna opieka naukowa pani dyrektor Angeli Leiva Sanchez pozostaje palmetum, liczace kilkaset gatunkow palm z tropikow swiata. Staraniem prof. Rosaliny Berazain Iturrade powstal dzial roslin serpentynowych /niezorientowanym sprobuje objasnic to w nastepnych odcinkach/, grupujacych liczne endemity kubanskie. Duza pomoc w poczatkowej fazie organizacji Ogrodu okazal niemiecki botanik z Jeny, prof. Johannes Bisse, ktory zaprojektowal dzial roslinnosci Kuby i osobiscie uczestniczyl w ekspedycjach po material roslinny, a dendrologia byla przedmiotem jego specjalnego zainteresowania. Jego dzielem jest ksiazka, poswiecona rodzimym drzewom Kuby "Arboles de Cuba" przygotowana do druku przez Zone Lutgarde Gonzales Geigel, gdyz autor zginal w wypadku samochodowym w 1984 roku. Wklad Niemcow w badanie roslinnosci Kuby byl znaczny poniewaz wynikal z umowy zawartej miedzy Ministerstwami Szkolnictwa Wyzszego Kuby i NRD w roku 1974, na mocy ktorej przystapiono do wspolnej realizacji programu badania flory Kuby. Organizowano coroczne ekspedycje badawcze w malo znane okolice roznych prowincji Kuby, gromadzac liczne, dokumentacyjne zbiory zielnikowe i wydajac szereg publikacji, a takze organizujac co kilka lat sympozja sprawozdawcze. W programie tym brali udzial botanicy z uniwersytetow w Berlinie i Jenie, a mogli tez towarzyszyc tym ekspedycjom odbywajacy tam staze naukowe Rosjanie, Czechoslowacy i Polacy. Wyniki badan publikowano w czasopismach niemieckich /Wissenschaftliche Zeitschrift der Friedrich-Schiller Universitt/ lub we wlasnym wydawnictwie Ogrodu "Revistas del Jardin Botanico Nacional". Ogrod Botaniczny sprawil na mnie wrazenie aktywnej jednostki badawczej, na wysokim poziomie botaniki wspolczesnej i z wyraznie okreslonymi celami badawczymi. Osobiscie wlaczylem sie do tych prac, starajac sie poza poznawaniem flory tropikalnej gromadzic materialy zielnikowe z rodziny wiesiolkowatych /ktora wowczas zajmowalem sie - w Europie - od ponad 20 lat/ by rowniez jako Polak miec swoj udzial w opracowanie nowej flory Kuby. Tu zetknalem sie z zupelnie mi nieznanymi, tropikalnymi przedstawicielami wymienionej rodziny, jaka byly gatunki z rodzaju Ludwigia. Korzystalem wiec z kazdej nadarzajacej sie okazji wyjazdu w teren, by poszukiwac nieznanych mi roslin i utrwalac je w formie zielnikowej, umozliwiajacej pozniejsze opracowanie w laboratorium.

Laboratoria botaniczne miescily sie w kilku barakach. Byly tam pracownie mikologii /nauka o grzybach/, ekologii i taksonomii /systematyki/ roslin. W tej ostatniej, polaczonej z zielnikiem i biblioteka, otrzymalem stol z binokularem /mikroskop stereoskopowy/ i maszyna do pisania, a wiec wyposazenie konieczne w pracy taksonoma. Z biblioteki wypozyczyc mozna bylo podstawowe dzielo dla identyfikacji zebranych w terenie roslin - 5-tomowa Flore Kuby, owoc badan dwu franciszkanow z Collegio de la Salle: braci Leona i Alaina, dzielo wydane drukiem w latach 1946-1964. /po smierci br. Leona w 1963, br. Alaine wyemigrowal po Rewolucji do Stanow Zjednoczonych/. Spreparowane i opisane rosliny, ulozone na wkladkach gazetowych mozna bylo suszyc w suszarni elektrycznej lub gazowej. Przed i po poludniu gotowalismy sobie skladkowa kawe, pita nastepnie z malenkich naczyniek.

Punktualnie o godz. 16.30 podjezdzaly ikarusy odwozace pracownikow do roznych dzielnic Hawany. Po 10 godzinach docieralem do swego domu okolo 17.30. Przez dlugie tygodnie bywalem w swym bungalowie jedynym gospodarzem - procz p. Carmen, dbajacej o czystosc i porzadek. Dzien konczyla kolacja w stolowce dla zagranicznych stazystow, wlasciwie jedyny, obfity posilek w ciagu dnia, na ktory podawano glownie kure: smazona lub gotowana /polyo frito o asado/. Na kolacji spotykalismy sie w gronie czworki Polakow, bo oprocz dr Glowackiej i mnie dojechaly pozniej 2 studentki filologii iberyjskiej z Krakowa: Joanna Raciecka /mieszkajaca zreszta w Katowicach/ i Aleksandra Laskowska, szlifujace praktycznie - przed dyplomem - jezyk hiszpanski w jego kubanskim wydaniu. Za sasiadow mielismy Niemki z NRD, Czeszki, Wegrow i Nikaraguanczykow.

Wczesne wstawanie zmuszalo do wczesnego kladzenia sie spac - zaraz po kolacji. Nie bylo zatem mowy, by w dzien roboczy moc cokolwiek zwiedzic w centrum oddalonym o pol godziny jazdy autobusem. Na zwiedzanie miasta pozostawaly sobota i niedziela. Ale o tym - nastepnym razem.